Bez kategorii

Vespa World Days Rzym 2026

Ponoć wszystkie drogi prowadzą do Rzymu.

Piękna południowa pogoda, marne drogi oraz charakterystyczny sposób traktowania przepisów drogowych przez kierowców i policję. Odniosłem wrażenie, że włoska dolce vita również uległa pewnej zmianie. W samym Rzymie jest zaskakująco mało skuterów, a Vesp jeszcze mniej. Miejscowi kierowcy nie zwracają większej uwagi na jednoślady, a charakterystyczne włoskie przeciskanie się między samochodami nie wygląda już tak jak jeszcze kilka lat temu. Pozostała jedynie odrobina dawnego klimatu w postaci wyznaczonych miejsc parkingowych dla jednośladów.

Zlot

Rejestracja uczestników rozpoczęła się w czwartek o godzinie 7.00. Jak to we Włoszech, wszystko miało być dopięte na ostatni guzik. W praktyce parkingi dla Vesp nie były przygotowane, a uczestników obsługiwał tylko jeden punkt rejestracyjny. Już przed godziną 8.00 ustawiła się długa kolejka. Około godziny 9.00 sytuację dodatkowo pogorszył narastający upał. Wkrótce zaczęły się pierwsze nerwowe dyskusje. Jedni narzekali na organizację, inni na brak zadaszenia dla oczekujących, a jeszcze inni na to, że nie zapewniono nawet wody.

Pakiet uczestnika nie zaskakiwał. Zawierał worek, zestaw naklejek, brelok, okolicznościową blaszkę, pin oraz koszulkę.

Centralnym punktem zlotu były błonia Stadionu Olimpijskiego Foro Italico. Znajdowało się tam kilka punktów gastronomicznych, stoiska firm Dell'Orto, Pinasco, Polini, BeFast i YMT oraz dobrze znany kramik ze starociami, który można spotkać również w Pontederze i Gijón. Niestety nie było stoisk z częściami zamiennymi ani akcesoriami do klasycznych czy współczesnych Vesp.

Na niewielkiej scenie przez większość dnia odtwarzano muzykę. Wieczorem odbył się koncert italo disco, który nie przyciągnął zbyt wielu słuchaczy.

Najciekawszą częścią ekspozycji była „Ścieżka historii Vespy”. Zaprezentowano modele od legendarnej Vespy 98 aż po najnowszą GTV 310. W szklanych kontenerach wystawiono skutery charakterystyczne dla poszczególnych okresów produkcji. Była to bardzo ciekawa ekspozycja, choć szkoda, że eksponaty można było oglądać wyłącznie zza szkła. Obok funkcjonował sklep z odzieżą sygnowaną marką Vespa.

Parking dla uczestników znajdował się około 300–500 metrów od miasteczka zlotowego. Wieczorami nie był oświetlony. To właśnie tam spotykała się większość właścicieli klasycznych Vesp. Szkoda, że skutery znajdowały się tak daleko od głównej części imprezy. Zabrakło przez to atmosfery, która zwykle towarzyszy zlotom motoryzacyjnym.

Parada

Zbiórkę wyznaczono na godzinę 8.00 w pobliżu Koloseum, na zamkniętym odcinku ulicy. Godzinę później parada ruszyła niemal zgodnie z planem.

Przejazd w eskorcie policji wokół Koloseum, Forum Romanum i zabytkowego centrum Rzymu był jednym z najmocniejszych punktów całego wyjazdu. Niestety policyjna eskorta towarzyszyła uczestnikom jedynie przez pierwsze trzy lub cztery kilometry. Później kilka tysięcy skuterów włączono do normalnego ruchu ulicznego na trasie prowadzącej w kierunku Ostii. Najwyraźniej taki był zamysł organizatorów, ponieważ parada nie miała wyraźnie wyznaczonego zakończenia.

Część uczestników wróciła do miasteczka zlotowego, gdzie, jak zwykle, niewiele się działo. Pozostali wykorzystali okazję do zwiedzania Rzymu i okolicznych miejscowości. Wieczorem na stadionie odbył się koncert dostępny za dodatkową opłatą. Pozostali mogli oglądać go jedynie na telebimie ustawionym przed wejściem.

Nie samym zlotem człowiek żyje

Na szczęście wyjazd do Rzymu nie ograniczał się wyłącznie do udziału w zlocie. Spędziliśmy tam cały tydzień, dlatego nie zabrakło również czasu na zwiedzanie i wspólne wycieczki.

Odwiedziliśmy Lago di Bracciano, gdzie trafiliśmy na niezwykłą kąpiel w jeziorze podczas burzy, gdy pioruny raz po raz uderzały gdzieś nad wodą. Była Ostia i zabawna sprzeczka z lokalnym restauratorem Mario. Było Anzio z pięknymi plażami, Castel Gandolfo oraz Tivoli z imponującymi ogrodami.

Odwiedziliśmy również zaprzyjaźnioną ekipę z Małopolski, która na czas pobytu wynajęła dawny klasztor położony wysoko nad miejscowością Poli. Sam dojazd był atrakcją. Około trzech kilometrów stromego podjazdu „Babką”, praktycznie cały czas na pierwszym biegu. Jeszcze większym wyzwaniem okazał się późniejszy zjazd i znalezienie sposobu, aby nie przegrzać hamulców. Widok z góry oraz zabudowania dawnego klasztoru w pełni wynagrodziły cały wysiłek.

Łącznie przejechałem „Babką” około 800 kilometrów, natomiast Claudia pokonała swoim skuterem blisko 1000 kilometrów.

Cały wyjazd uważam za bardzo udany. Było sporo jazdy, wiele ciekawych miejsc i kilka przygód, które na długo pozostaną w pamięci. Sam zlot pozostawił jednak mieszane uczucia. Lokalizacja i parada były znakomite, natomiast pod względem organizacyjnym spodziewałem się zdecydowanie więcej.

Tekst: Jacek K.

Zdjęcie: Adam F.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *